Zdradliwa wena

Zdania są podzielone. Jedni zachwycają się, inni mniej. Mieszkamy w kawalerce we czworo. W sumie już we troje, więc nie jest źle. Miejsca na podłodze starcza na rozłożenie materaców dla wszystkich.

Tak więc mieszkamy sobie, a każdy ma różne wymagania. Koleżanka chce do biura. Nie tyle mieszkać oczywiście, co pracować, ale nie bijmy póki co koleżanki. Może poznęcamy się nad nią później. Gospodarz zna język. To wielki plus, który czyni go na tyle funkcjonalnym, że opłaca się zawracać mu gitarę. W sklepach jest piwo. Dobre, bo polskie.

Koleżanka lubi gospodarza. Lubi bardziej, niż kolegę, który ją z nim zapoznał. To smutne, ale wiadomo - gospodarz może być tylko jeden. Przepraszam, miałem nie znęcać się nad koleżanką.

Poznęcam się nad gospodarzem. Dobry chłopaczyna z niego. Ma kawalerkę i iście słowiańską gościnność, więc mieszkamy sobie we czworo, w sumie we troje, bo kolega nie wytrzymał presji szerokiego gestu gospodarza dla kobiet.

Dobrych ludzi, jak wiadomo, prościej wykorzystać. Zapewne wszyscy znają matematyczny dowód na to, że kobiety są złem, ale podam dla tych, którzy nie odrobili lekcji.

Quote:
Jak wiadomo kobiety (K) potrzebują czasu (T) i pieniędzy (M).
K = T * M

Ponieważ wiadomo, że czas, to pieniądz:
T = M

Zatem:
K = M * M = M^2

Ponieważ wiadomo, że pieniądze są pierwiastkiem zła:
M = sqrt(Z)

Podstawiając do poprzedniego równania:
K = sqrt(Z)^2

Po uproszczeniu mamy:
K = Z

Koniec dowodu.

Tak więc gospodarzowi zdarza się wrócić w porze wczesnoporannej straciwszy uprzednio dużo... czasu. Kolega marudził, bo go budzili. Marudził też, bo był zazdrosny, lecz serce nie sługa, więc nie liczmy mu tego.

Teraz kolej na narratora. Wena go opuściła od rozmyślań ile z literackiej fikcji okaże się prawdą. Polski sen o brytyjskim raju na wyspach. A miało być o funkcjach wykładniczych i bakteriach...