Zdania są podzielone. Jedni zachwycają się, inni mniej. Mieszkamy w kawalerce we czworo. W sumie już we troje, więc nie jest źle. Miejsca na podłodze starcza na rozłożenie materaców dla wszystkich.
Tak więc mieszkamy sobie, a każdy ma różne wymagania. Koleżanka chce do biura. Nie tyle mieszkać oczywiście, co pracować, ale nie bijmy póki co koleżanki. Może poznęcamy się nad nią później. Gospodarz zna język. To wielki plus, który czyni go na tyle funkcjonalnym, że opłaca się zawracać mu gitarę. W sklepach jest piwo. Dobre, bo polskie.
Koleżanka lubi gospodarza. Lubi bardziej, niż kolegę, który ją z nim zapoznał. To smutne, ale wiadomo - gospodarz może być tylko jeden. Przepraszam, miałem nie znęcać się nad koleżanką.
Poznęcam się nad gospodarzem. Dobry chłopaczyna z niego. Ma kawalerkę i iście słowiańską gościnność, więc mieszkamy sobie we czworo, w sumie we troje, bo kolega nie wytrzymał presji szerokiego gestu gospodarza dla kobiet.