Kolega twierdzi, że rząd go okrada. Robią go na opłatach za ścieki. Opłaty za ścieki, jak wiadomo, wliczone mamy w opłatę za wodę, więc logicznym mogłoby się wydawać, że nikt nikogo nie okrada, bo skoro wodę pobieram, to również ścieki odprowadzam. A jednak...
Jak wiadomo woda paruje i tu kolega zaczyna otwierać mi oczy, bo przecież gdy gotuję wodę na herbatę, to 20% (sic!) ulatuje do atmosfery. Jakby tego było mało, to jego świadomego i mnie bezbronnego w potulnej nieświadomości okradają po raz kolejny, bo gdy nieświadom procederu jaki się na mnie odbywa wypiję ze smakiem i niczym nieuzasadnionym pełnym relaksem mojego earl grey'a i dajmy na to wyjdę do pracy, to siku zrobię w pracy, więc jestem dziwny nie odczuwając potrzeby posiadania licznika ścieków.