Archiwum Styczeń 2010

Zdradliwa wena

Zdania są podzielone. Jedni zachwycają się, inni mniej. Mieszkamy w kawalerce we czworo. W sumie już we troje, więc nie jest źle. Miejsca na podłodze starcza na rozłożenie materaców dla wszystkich.

Tak więc mieszkamy sobie, a każdy ma różne wymagania. Koleżanka chce do biura. Nie tyle mieszkać oczywiście, co pracować, ale nie bijmy póki co koleżanki. Może poznęcamy się nad nią później. Gospodarz zna język. To wielki plus, który czyni go na tyle funkcjonalnym, że opłaca się zawracać mu gitarę. W sklepach jest piwo. Dobre, bo polskie.

Koleżanka lubi gospodarza. Lubi bardziej, niż kolegę, który ją z nim zapoznał. To smutne, ale wiadomo - gospodarz może być tylko jeden. Przepraszam, miałem nie znęcać się nad koleżanką.

Poznęcam się nad gospodarzem. Dobry chłopaczyna z niego. Ma kawalerkę i iście słowiańską gościnność, więc mieszkamy sobie we czworo, w sumie we troje, bo kolega nie wytrzymał presji szerokiego gestu gospodarza dla kobiet.

Przekaz podprogowy

Siedzisz sobie w kinie, gapisz się w ekran. Po godzinie seansu stwierdzasz, że masz ochotę na colę. Odżywiasz się zdrowo, nie pijasz odrdzewiaczy, nie jadasz fastfoodów.

- Pewnie mam niedobór minerałów, które są w coli. - Myślisz sobie.

Oglądasz dalej i w sumie nie chce Ci się pić, ale jakoś tak... coli byś się napił. Zaczynasz się zastanawiać jakie cholerne minerały, których nie ma w twojej diecie, mogą być w coli? Porzucasz tę myśl. Po seansie wychodzisz i w kinowym sklepiku kupujesz colę.

Ludzkie oko rejestruje 25 klatek animacji na sekundę. No właśnie...

Mózg kobiety

Naukowcom w końcu udało się w prosty sposób (taki, który zrozumieją równieź męczyźni), pokazać skomplikowany sposób myślenia kobiet:

...

Ile były warte słowa.

Przeglądał z pewnym niesmakiem chaotyczne notatki sporządzane pobieżnie już przez blisko rok, zastanawiając się, czy nadal czuje to samo. Mimo upływu czasu było mu trudno nadać definicje wspomnieniom, minionym stanom i dzisiejszym odczuciom przy przeglądaniu zapisków, które zostawiał nie odwracając się ani na moment za siebie, by na nie spojrzeć.

"Ile były warte nasze słowa, kiedy próbowaliśmy wszystko od nowa..."

Drupal inside...

Ślęcząc ostatnio nad drupalem odkryłem, że większość można załatwić css'ami. Chwała im za to. 90% problemów zamiotłem pod dywan za pomocą display: none; bądź porozstawiałem floatami po kątach. Praktycznie całą potrzebną mi funkcjonalność znalazłem w gotowych modułach. Schody zaczęły się przy trackbackach, więc zajrzałem do kodu, a to, co tam znalazłem opisałbym na przykładzie gry na pomysł której wpadłem, gdy po kilku godzinach dałem sobie spokój.

Pierdolona era techno.

Nie pasuję do tej ery. Nie jestem pewien, czy w ogóle do jakiejkolwiek pasuję. Hałas, pośpiech, reklamowa pralnia mózgów. Ekoterroryści, facebook i farmville. M jak miłość, zjednoczona Europa, Laskowik w świąteczny wieczór w tvp2. Gadu-gadu podsłuchując twoje rozmowy podpowie twoim znajomym kogo jeszcze mogą znać. Efekt cieplarniany, a google da ludzkości Chromium OS robiąc kolejny krok w kierunku monopolizacji internetu.

Globalna wieś.

Jeszcze 100 lat temu wieśniacy byli w przewadze nas mieszczuchami, a nikomu nie śniła się globalizacja wsi. 800 lat temu było jeszcze piękniej. Feudalizm, pańszczyźniana rola, ratowanie ogniem i mieczem zagubionych duszyczek w imię miłującego Boga. Zarazy dżumy i ospy w rolach naturalnych selekcjonerów, a ziemia była płaska.

Było prościej. Smerfastycznie wręcz.

Casting na sprzątaczkę.

Zima znów stała się puszysta. Wręcz przytłaczająca swą puszystością. Wcinając o 14 godzinie zasłużone śniadanie po cięzkiej nocy wypełnionej kilkukrotnym wstawaniem i podjadaniem miodu z lodówki, oraz walką ze standardowymi koszmarami miałem okazję obserwować na dachu bloku na przeciwko przeprowadzaną sprawnie akcję pana z administracji osiedlowej.

root bez roota

Zima przestała być przytulna i puszysta. Dla odmiany stała się wyjąca i siekąca po oczach. Brnąc przez zaspy, sapiąc i walcząc z kondycją wywinąłem orła, a obserwując z parteru wirujących nade mną braci Mroczków postanowiłem, że zamiast opiewania piękna zimy napiszę dziś o czymś bliższym pozycji, w której aktualnie się znalazłem, mianowicie o libcap, czyli pozbywaniu się praw roota z serwisów uruchamianych z roota i nie tylko.

Na przykładzie Gentoo.

Ponieważ openrc w Gentoo nie posiada wsparcia dla libcap'a musimy posłużyć się sporządzoną na prędce protezą. I tak przykładowe apache2 serwujące tę stronę można odpalić za pomocą prostego skryptu, ktory możemy sobie wrzucić, załóżmy, do /root/sbin/

#!/bin/bash

source /etc/conf.d/apache2

stop() {
/usr/sbin/apache2 -k stop
# sprawdzamy ponieważ nie zawsze chce wyłączyć wszystkie wątki
ps -C apache2 >/dev/null 2>&1
if [ "$?" == 0 ]; then
        kill -9 `ps -C apache2|awk '{print $1}'|grep -v PID`  >/dev/null 2>&1
fi
}

Ścieki

Kolega twierdzi, że rząd go okrada. Robią go na opłatach za ścieki. Opłaty za ścieki, jak wiadomo, wliczone mamy w opłatę za wodę, więc logicznym mogłoby się wydawać, że nikt nikogo nie okrada, bo skoro wodę pobieram, to również ścieki odprowadzam. A jednak...

Jak wiadomo woda paruje i tu kolega zaczyna otwierać mi oczy, bo przecież gdy gotuję wodę na herbatę, to 20% (sic!) ulatuje do atmosfery. Jakby tego było mało, to jego świadomego i mnie bezbronnego w potulnej nieświadomości okradają po raz kolejny, bo gdy nieświadom procederu jaki się na mnie odbywa wypiję ze smakiem i niczym nieuzasadnionym pełnym relaksem mojego earl grey'a i dajmy na to wyjdę do pracy, to siku zrobię w pracy, więc jestem dziwny nie odczuwając potrzeby posiadania licznika ścieków.

Niemoc twórcza.

Tak więc mam bloga. Kolega podpowiada, że w pierwszym wpisie mógłbym powtórzyć na kilka mega "All work and no play makes Chlor a dull boy". Chyba coś mu się pomyliło z tym Chorem, ale niech mu będzie. Olbratowski u siebie wspomniał chyba coś, że skoro bloga już ma, jak wszyscy, to, jak nie wszyscy, nie zamierza go prowadzić. Ktoś inny w noworocznym poście u siebie twierdził, żeby pisać po pijaku, a edytować na trzeźwo. Edytować nie mam co. Alkoholu też nie mam...